Oooo…. ale miło ;) Wakacje się zaczęły, tj. skończyły, ale jakoś nie mogę zbytnio przyzwyczaić się do tego stanu… Sam nie wiem czemu. Wakacje zleciały… Mmm bosko ;) O szczegółach, tych bezpruderyjnych i nieco pikantniejszych (tych no może trochę mniej) opowiadać zbytnio nie będę, bo musiałbym zmienić kategorię bloga ;)
Nie chodzi mi o jakiejś wyuzdane orgie, tylko jak wspomniałem maleńkie szczegóły.

To może nieco zmienimy temat… Wakacje…
Cóż, myślę, że jeszcze mały miesiąc by się przydał, no ale cóż, Marcinkiewicz podał się do dymisji, i o szkole decydować nie będzie, ale jak trzeba to trzeba, i tak się wymusi co należy ;)
Początek wakacji uroczyście otworzył koncert Gosi Andrzejewicz i Dody ;) Co do Gosi to zastrzeżeń nie mam, ale Doda – nie wiedziałem, że tak traktuje się fanów.
Ogólnie było debeściacko, tylko jak wspomniałem, trochę dłużeeeej…
Drugą połowę lipca spędziliśmy w Chorwacji, i tam również było super, tylko niekiedy pogoda nam niedopisywała.
Na początku lipca, należałoby odwiedzić rodzinkę, więc wyruszyliśmy do Francji. Konkretnie do Marsylii, ale nie obyło się bez zwiedzania okolicznych miast ;)
Reasumując: wakacje były zajebiste… oby więcej takich ;)
A znów wracając do zakończenia roku szkolnego: idziemy z Pauliną wręczyć chemicy bukiet… Życzenia i te sprawy:

- A od jakiej klasy? – spytała
- Od 1A ;)
- aaa, to od tych różowych landrynek! – odpowiedziała przekonana

W sumie to nie wiem o co jej chodziło, no ale chyba o nic złego ;P Najnormalniejsza teoria brzmi tak, że wszystkie panienki chodzą umalowane, i chyba coś w tym stylu…
Aha! i znowu wybrali mnie na gospodarza klasy… i jestem w samorządzie! a moja mamuśka jest w 3-ce klasowej! I weź tu miej udany rok szkolny…
Do klasy doszło parę osób, w sumie liczymy teraz 27 osób ;) A było 19. Także pokaźna sumka. Więc na tym chyba zakończę tę wstępną notkę, bo w końcu na początek trzeba treściwie, no nie?
Aha! i jak szablon? Do zobaczenia ;)